Zawsze gdy wracam do Lubina, a moje włosy błagają mnie: – zetnij mnie! odwiedzam pana Tomka, który ma swój zakład po sąsiedzku z nieistniejącą kultową cukiernią E. Gruszecki.
Akcja była partyzancka, bo pan Tomek nie dość, że cudem umieścił mnie między dwoma wcześniej umówionymi klientami, to naprawdę szybko uwinął się z moimi kudłami.
I tak od słowa do słowa okazało się, że pan Tomek prowadzi swój zakład już 30 lat!
Mało jest takich weteranów branży usługowej w mieście i myślę, że powinniśmy na nich chuchać.
I tak sobie myślę…
I tak nasz Rynek jest nim tylko z nazwy. Może zatem stworzyć tam taki Kwartał Weteranów, miejsce dla ludzi, których jest coraz mniej, ale dzięki temu, że są, że znają nas i to miasto, byli świadkami jego przemian oraz stali się żywą historią Lubina, to może po prostu uhonorować ich w ten sposób, że otrzymają przestrzeń do dalszej działalności na preferencyjnych warunkach?


