Z żalem informujemy, że 20- ego kwietnia zmarł Pan Józef Wyspiański, urodzony w miejscowości Świrz pasjonat, doskonały pedagog, krzewiciel kultury i działacz społeczny.
Oddajmy głos Mirosławie Bożyńskiej, córce Pana Józefa, która na swoim profilu w mediach społecznościowych podzieliła się poruszającym wspomnieniem o swoim Tacie.
Stanisław Wyspiański urodził się w roku 1943 roku w Świrzu. Zmarł 20 kwietnia 2026 roku.
„Przez 40 lat uczył fizyki – najpierw w SP nr 2 w Pieńsku, potem w I LO w Lubinie. Umysł miał jednak nie tak ścisły. Albo nie tylko ścisły. Cenił kaligrafię i z lubością kopiował lub sam tworzył ozdobne inicjały. Pismo też miał piękne – równe, czytelne, niezależnie od stylu liter.
I ciągnęło Go do pisania. „Nazwisko do czegoś zobowiązuje”, żartował. Tworzył więc okolicznościowe życzenia, pisał artykuły do nauczycielskiego miesięcznika, wreszcie spod jego pióra wyszły książki i ukochany biuletyn. Zbierał do niego materiały, szukał Krajan, jeździł na wywiady, nagrywał rozmowy, nakłaniał do wspomnień. Wszystko po to, by ocalić od zapomnienia jedno kresowe miasteczko w powiecie przemyślańskim, Świrz. Dzięki Tacie druku doczekała się m.in. przedwojenna praca wybitnego polskiego archeologa, prof. Andrzeja Żakiego oraz wspomnienia pioniera służby zdrowia na Dolnym Śląsku Leopolda Cyganika. Kresowiacy i historycy do dziś powołują się na publikacje Taty, że wspomnę tylko o prof. S. Niciei i dr. D.K. Markowskim. Tych, którzy dzięki Niemu odnaleźli informacje o krewnych nie zliczę.Był Społecznikiem z zawołania. Nieważne czy chodziło o czyn partyjny, pomoc sąsiedzką, pracę na rzecz Lubina (zasiadał w Radzie Miejskiej przez trzy kadencje) czy też o przygotowanie pomocy naukowych na lekcje fizyki. Robił je zresztą w domu, wieczorami. Najpierw kreślił projekt, potem lutował na płytkach; swego czasu mieszkanie pełne było półprzewodników, diod, kondensatorów, żaróweczek i kabelków.Fascynacja układami scalonymi doprowadziła Go do komputerów.Poszerzał swoją wiedzę i natychmiast stosował w praktyce, czyli… na lekcjach fizyki lub astronomii. Dziś powiedzielibyśmy, że analizował, jak technologia IT może ułatwić zrozumienie abstrakcyjnych praw fizyki. A to była druga połowa lat 80. XX wieku, epoka ZX Spectrum i Józef Wyspiański – zamiast używać komputera do prostych gier – pokazał, jak połączyć go z przyrządami pomiarowymi w szkolnej pracowni.Samodzielnie pisał programy w języku BASIC, które pomagały uczniom w obliczeniach niepewności pomiarowych oraz rysowaniu wykresów funkcji fizycznych. Albo mogli symulować rzuty i ruch planet. Albo służyły do obliczeń statystycznych i regresji liniowej na podstawie danych zebranych podczas lekcji. Cokolwiek to wszystko znaczy.Nowatorskie podejście dydaktyczne miało jeszcze inny wymiar. U Wyspiańskiego można było wziąć kropkę za nieprzygotowanie do lekcji – i taką szansę miał każdy dwukrotnie. Trzecia kropka równała się w dzienniku już ocenie 2 (później 1).Był wymagający, ale też sprawiedliwy, cenił żart i dobrą zabawę. Gdy wyszłam za mąż ponoć ktoś dał w szkole anons: „Wesele Wyspiańskiego. Córki. Odbyło się…”Kochał muzykę. Uwielbiał śpiewać, ciągle coś nucił. I dobrze tańczył. Tak mówiły Jego taneczne partnerki, ja zaś pamiętam z dzieciństwa tort, który wygrali z Mamą na dancingu w Pieńsku. Single z przebojami zamawiał Tato jeszcze jako kawaler. A gdy w 1979 roku kupił stereofoniczny magnetofon kasetowy to pożyczał od uczniów płyty, żeby zrobić składanki z ówczesnymi szlagierami. Te kasety (z Queen, Boney M., Eruption) do dziś stoją na półce. Z gramofonu słuchaliśmy w domu Chopina, Niemena, Demarczyk i kabaret „Dudek” (skecze cytowaliśmy z pamięci na wyrywki).Tworzył i kreował nasze życie nieustannie. Gdy wymyślał jakiś wyjazd. Gdy robił nam drobne i większe prezenty. Gdy udawał na organach Bacha, gdy męczył poniemieckie skrzypce.Józef Wyspiański napisał pięć książek: o historii naszej kresowo-macedońskiej rodziny, o żołnierzach ze świrskiego lasu i trzy o zbrodniach OUN-UPA w powiecie Przemyślany. Nie ze złości czy chęci zemsty. Tylko po to, by utrwalić, ocalić dla potomków. A na pogrążoną w wojnie Ukrainę wysyłał pieniądze. Bo tak trzeba.Przygotował też trzy ostatnie numery biuletynu, jeden tydzień temu opuścił drukarnię.
Ach, dwie jeszcze rzeczy lubił mój Tato: brandy oraz koszule z mankietami. Nigdy nie nosił dżinsów i t-shirtów. Lubiliśmy mówić, że nazwisko do czegoś zobowiązuje.Jak ja mam się teraz z tego wywiązać?
