Lekko się pośliznęło moje serduszko i musiałem zanotować przerwę w pisaniu. Ale już jest nawet, nawet… Tylko nie pale już papierosków. Zaczęły mi przeszkadzać. No, dobrze, czas wracać do tematu…
Tytuł zapożyczyłem z żartu o papudze, która miała przykazane, że gdy opróżni kolejną flaszeczkę swojego właściciela, to pozbawiona zostanie piór. I kiedy wrócił pan do domu, zastał urżniętego ptaka, który wyrywał sobie piórko po piórku wrzeszcząc niemiłosiernie: – A na co mi te pióra?
Żarcik stary jak świat, ale pouczający. Bo jeżeli czegoś tak naprawdę pragnę, całym sobą, to po kiego grzyba mi pióra, różne tam zaszczyty, ukłony okraszone dyplomami, uściski orzy pucharach etc. Po co? Ważniejsze jest, że mogę realizować moje marzenia, że z każdym krokiem, każdym ruchem, każdą myślą wreszcie, zbliżam się do celu. Naturalnie, że są ludzie, którzy gdzieś mają mój cel. Ba, gdzieś wszystkie cele istotne dla ludzi. No, może tylko nie te, które dotykają dywanów, samochodów, domów etc. Chcą mieć i mieć. Dla nich więc jestem prawdziwkiem, tzn. takim lekko pokręconym gościem. Tylko, co mnie to obchodzi?
Nuworysze zawsze byli blisko mnie. Wytykali i wytykają mnie palcami. Opowiadają bzdury sącząc dulszczyznę i różne tam sobie właściwe idee. Kreują wartości, których sami nie rozumieją. Mają własny wymiar rzeczywistości. Do znajomości ze mną przyznają się, gdy ktoś tam znany lub ważny przywita się ze mną publicznie albo powie: – Tak trzymaj, Tadziu.
To normalne zjawisko. Nie wzrusza mnie zbytnio. Gorzej jest z moimi emocjami, gdy nuworysz zaliczany jest do awangardy jakiejś tam społeczności, gdy wytycza kierunki życia ludzi, gdy decyduje o jakości iterakcji w mieście, wsi, gminie, powiecie. W takich przypadka najzwyczajniej wkurzam się niemiłosiernie. W taki sposób bowiem ulega pauperyzacji nasze społeczeństwo. We wszystkich zakresach, na każdej platformie.
Wciąż nie mogę zrozumieć, dlaczego lokalni władcy wzorem poprzedników z epoki radosnej twórczości lub realnego socjalizmu spychają na margines aktywność twórczą ludzi – starych i młodych. Nadal mamy kulturę garażową, niszową, offową czy jak tam jeszcze. Wciąż władza gniewa się na twórców. Wciąż istnieje kultura oficjalna i podziemna. Durne to jak diabli. I smutne do bólu.
Całe szczęście, ze twórcy potrafią porozumieć się poza oficjalnym obiegiem informacji. Właśnie odezwał się do mnie (na moim blogu) Pan Rafał Podraza. Miłe. Napisał:
Panie Tadeuszu,
pozwolę sobie za Pana pośrednictwem napisać parę słów (FORUM jest dla mnie zbyt skomplikowane w obsłudze), tutaj jakoś łatwiej można się zalogować
Dziękuję za gorące serdeczności, płynące mocnym strumieniem z Lubina i okolic. Cieszę się, że ktoś TUTAJ mnie jeszcze pamięta. Dla ciekawych, co u mnie?
W 2009 roku na rynku: 2 tomiki poezji: „Przemijanie” i „Z Jasnorzewską w tle. Strofy o miłości”, „Listy” Magdaleny Samozwaniec i niepublikowana książka pisarki „Z pamiętnika niemłodej już mężatki”, także w moim opracowaniu.
Poza tym praca z Bogdanem Trojankiem, Kasią Wilk (mam nadzieję) i Izą Trojanowską. Dziękuję i cóż do miłego zobaczenia kiedyś w Lubinie – jestem chętny
Żałuję, że Pan Rafał nie zostawił adresu e-mailowego do siebie. Odpisuję więc tu i teraz:
Panie Rafale, cieszę się ogromnie, że realizuje Pan swoje marzenia. I nie zapomina o Lubinie, a w nim o mnie. Jeżeli będzie Pan teraz w Święta w Lubinie, to zapraszam na premierę Kabaretu Szemranego (27. grudnia br. o godz. 19.00 w Klubie „C’est la vie” przy ul. Rzemieślniczej 9).
Życzę wesołych i nade wszystko spokojnych Świąt Bożego Narodzenia. Pozdrawiam gorąco.
I na co mi te pióra? Wystarczy, że będziemy – my, twórcy – spotykać się, rozmawiać i snuć wspólne projekty. Będziemy cieszyć się… I tego życzę też władzy miejscowej w Nowym 2009 Roku.